„To dzieło rąk ludzkich, a nie Boga!” – powiedziałem. „To nasz dobrobyt!” – odparł złotnik. „Niebezpieczeństwo!” – krzyknął – „dla naszego miasta! – Co się z nim stanie bez pielgrzymów? Przez dwie godziny krzyczeli na stadionie: „Wielka jest bogini Artemida z Efezu! Ale podtrzymuję swoje słowa: „Ludzie, którzy sami doszli do wszystkiego, nie są bogami!” Do dziś brzmi mi to w uszach. A przyczyną tego zamieszania byłem nikt inny jak ja. Efez był strażnikiem greckiej bogini Artemidy. A ona była prawdziwą kopalnią złota. Przyciągała rzesze pielgrzymów do Artemidy. W centrum tego zgiełku stała ogromna świątynia, jeden z siedmiu cudów starożytnego świata. Sama Artemida była posągiem. Ozdobionym bydlęcymi jądrami. Wokół świątyni można było kupić wszelkiego rodzaju pamiątki. „Niszczycie nas, rzemieślników i artystów! Demetriusz, srebrnikarz, nastawił przeciwko mnie całe Efez!