Paweł opowiada: „Nasz statek rozbił się podczas burzy u wybrzeży Malty. Wszyscy pasażerowie zostali uratowani. Miejscowi byli dla nas zaskakująco przyjaźni i nawet rozpalili dla nas ognisko. Znów zaczęło padać, więc zebrałem garść suchego drewna i wrzuciłem je do ognia. Nagle z wiązki wyłoniła się żmija i ugryzła mnie w ramię. Kiedy ludzie zobaczyli węża wiszącego na mnie w ten sposób, krzyknęli do mnie: „To musi być morderca! Bogowie chcą się na nim zemścić”. Gwałtownym ruchem zrzuciłem ze siebie zwierzę, a wszyscy z niepokojem czekali, aż nagle umrę. Ale kiedy po chwili zobaczyli, że wciąż żyję, zmienili zdanie i mówili między sobą: „On jest bogiem!”